Zmęczyła go bura praca - usiadł więc na ławeczce przed pałacykiem, zapalił papierosa. Zachciało mu się cofnąć do dzieciństwa - znów chciał chodzić w krótkich spodenkach, mieć poobijane kolana i łapać koty. Jego jedynym zmartwieniem znów była by jedna myśl: "zdążyć na dobranockę". Aby zdążyć, musiał odpowiednio wczesnie zamachać do swoich kolegów ubrudzonych piaskiem i pożegnać się z pomarańczowym, spoconym podwórkiem, pełnym słońca i krzyków, krążących między zielonymi huśtawkami i obdrapanymi drabinkami.
Matka juz niemal wyszła na balkon zawołać go, ale zdążył.
Wrócił do pracy. Przewertował małymi rączkami dokumenty specyfikacyjne, klepnął brief, podrapał paznokciem róg starego HP, który ledwo zipał i oblizał wargi.